Toczą się wojny
zmieniają się pory roku
i, jak twierdzą górscy pasterze, nieco zmienia się klimat,
co może oznaczać,
że przeżyjemy nową epokę lodowcową i nową odwilż,
zostaniemy odmrożeni w lepszych czasach,
albo nie przeżyjemy;
astronauci amerykańscy krążą nad nami we wnętrzu „Skylaba”
jak nasze niejasne wyrzuty sumienia
i nudzą się tak, jakby byli razem z nami na ziemi,
tak niewiele mogą zmienić;
tysiącdziewięśsetsiedemdziesięciotrzyletni
Chrystus, tylekroć zabijany i wskrzeszany
w modlitwach całego świata
wyszedł z podziemia, może zstąpił z niebios
i krąży wśród nas jak krew w naszych żyłach, przechodzi
prawidłowo ulice,
jego stygmaty promieniują nieludzkim światłem
lecz nikt nie zwraca na nie uwagi, bo każdy
ma wystarczające kłopoty z własnym nieistnieniem
i śpieszy do swojego świeckiego kościoła;
wieczorem, zatrzymany przez stróża porządku,
absolwenta wieczorowego uniwersytetu
marksizmu-leninizmu,
nie ma co prawda dowodu osobistego ani paszportu,
nigdzie też nie pracuje,
ale, jak tłumaczy, kuszony wizją lepszej przyszłości,
nie musi jeść ani pić,
bo żywi się światłem i żywi miłość do ludzi,
co nie może być przecież pretekstem do wytoczenia
jeszcze jednego pokazowego procesu
przez pilnych tokarzy dziejów;
dzieci-kwiaty dogorywają w szpitalach i na placach
dalekich, nieznanych miast,
co pewien czas ktoś porzuca na ulicy swój samochód
i usiłując poznać samego siebie
odkrywa, że jest zupełnie kimś innym,
czemu nie mogą się nadziwić uprzywilejowani turyści
i nie mogą odżałować, że tak wysokie jest cło;
dziewczęta, które jeszcze tak chodzą po ulicach,
jakby się lekko unosiły nad nimi,
noszą zeszyty w plastikowych torbach
z nadrukowaną twarzą Janis Joplin,
Janis Joplin wygląda jak żywa, jej twarz
rozmnaża się z godziny na godzinę,
z rozbitych samochodów leniwie sączy się krew;
w ciągu kilku godzin armie Paktu Warszawskiego,
w ciągu kilku godzin faszystowska junta wojskowa
zamieniła Chile albo inny kraj
w wielki obóz koncentracyjny
korzystając z bogatych doświadczeń
zamykania całych narodów
w jednym wielkim więzieniu;
w twoim małym kraju na planecie Fantasmagorii
jedynie kobiety od dawna wierzyły w telepatię,
jedynie kobiety są pewne, że yeti naprawdę istnieje,
że nie jesteśmy samotni w kosmosie
i że nastąpi podwyżka cen;
nawet one nie wiedzą jednak, co podrożeje, czy
jak zwykle mięso czy znowu mieszkania,
benzyna czy gaz,
ciało czy krew;
jak zwykle z okien swojego pokoju
(jeśli masz gdzie mieszkać na planecie F.)
widzisz ciągle tych samych mężczyzn,
którzy już przeczytali dzisiejsze gazety
donoszące o kolejnej podwyżce cen mięsa i mieszkań
w świecie kapitalistycznym
(dzisiejsze gazety
psują się szybciej niż mięso i zatruwają powietrze);
komuś wypadła legitymacja ORMO,
którą od czasu do czasu straszy swoją żonę
mimochodem robiąc jej dziecko;
kobiety noszą swoją śmierć pod sercem,
i jedynie chwilami
ściskają ukradkiem pulsujące skronie,
i jedynie chwilami spoglądają
w nieodgadnioną przepaść zmiennych obłoków,
i jedynie chwilami rzucają nieodgadnione spojrzenia
w jaskrawą ciemność mijającej chwili,
w oślepiającą czeluść jutrzejszego dnia
PoemWiki 评分
暂无评论 写评论