Gorzkie.
Gorzkie było morze,
gdy spadałam w dół skalnym wąwozem,
wirowałam, kamień na kamieniach,
ogarnięta szumem muszli podomnym
do wspomnień w pustym domu,
pulsowałam
jak odłamek w skroni.
Aż wychynęłam na brzeg
i ujrzałam posągi.
Jajo żółwie oprawne w skórę
na cokole:
mój mózg gotował się w słońcu,
mój strącony hełm
bielał na piasku jak pęcherz
i leżałam z ramieniem na głazie
w białej sukni zbrukanej.
Czyje to skalne piętro?
Z tych brył o podniebnej wysokości
kto wykroił w grożnej zaciekłości
tę obojętność?
I te blachy na mnie, te blachy,
te wklęsłe metali
z bełkotem odbijąjące śwtatło,
powłoki samolotów:podobnie błyszczą,
ale wewnątrz;poruszają się żywi.
Z kroplą krwi na pasku od zegarka
leżałam wtartą; w skąłę,
nieczyste istnięnie na kąmiennej bryle.
Z uporem z największym uporem
wnikasz w kamień,
wnosisz w przedmiot, w kamień,
swoją szyję żywą,
w kamieniejący czas,
w półślepego życia przemijający blask.
Kto wykroił tę obojętność?
Z tych brył o podniebnej wysokości
twoją szyję żywą?
Sól i piach, i skalne piętro
jak jaskinia wydrążona-w niebie,
ta wieczność nieostateczna,
ten półmrok minerału –
woda szumi i szumi w jedynym łożysku ziemi,
gorycz w naczyniu kamiennym.
PoemWiki 评分
暂无评论 写评论