Llituj się, losie, nad mym biednym krajem,
Jęczy ku tobie, krwią ubroczon!
Spójrz, wąż, krogulec i robactwa zgraje
Pięrś jego gryzą, rwą i toczą.
Przeciwko żądłom, dziabąm i truciznom
Walczy samotnie i bezradnie –
Rozpostrzyj skrzydłą nad moją ojczyzną
I broń jej losie, bo bez życia padnie.
Błogosławiłem tę ziemię znękaną
I liczne dałem jej potomstwo:
Czemu w obronie jej dzieci nie staną?
Czemu nie spieszą z krwawą pomstą?
Lud musi czoła stawić sile wrażej
I bronić matki w złej godzinie -
A wyście murem nie stali na straży:
Jesteście tchórze, przez was kraj ten zginie.
Zlituj się, losie, nad mym biednym krajem!
Patrz, coś dał ziemi mej rodzinnej:
Te, co opadły ją, krwiożercze zgraje
To przecież są jej własne syny.
O, zdepcz to plemię wyrodne, plugawe,
Niech grób czym prędzej je pochłonie;
Lecz chroń ojczyznę - gdy zmyje niesławę,
Potomstwo prawe pocznie w płodnym łonie.
Ojczyzny twej gwiazdozbiór zapomniany
Zajdzie z jej własnych dzieci winy,
Już na zmartwiałych ojców twych kurhany
Nie pada jego pobłask siny.
Czterech rzek brzegi - taka moją; wola –
Zaludni inne, lepsze plemię;
Pięknie rozkwitać będą żyzne pola,
Radość i szczęście rozjaśni tę ziemię.
PoemWiki 评分
暂无评论 写评论