Księga Jonasza 2.


CZFŚĆ DRUGA
Zaś wieloryba dla proroka swego
Pan przygotował był i ogromnego
nasłał nań z paszczą szeroko otwartą,
by wraz z nim połknął wód mnóstwo i plankton.
I oto Jonasz, z głową w przód, wygodnie
tak do żołądka się zsunął łagodnie,
że włos mu z głowy żaden nie spadł nawet,
z omdlenia wkrótce wracając na jawę,
jak przez mgłę patrzył w mokrą noc bez końca,
a miękka była i rybą pachnąca.
Tak był się dostał do wnętrza potwora
w kołyskę żywą ślepych wahnięć Jonasz
i mieszkał w brzuchu wieloryba już dnie
trzy i trzy noce, gdzie północ z południem
równe, i tylko myśli płomieniste
płonęły, w niebo wznosząc się strzeliste
jak pożar, co się z piwnic wydostanie.
I z ryby modlił się, wołając: „Panie
mój, z głębokości wciąż wołam do Ciebie,
na wysokościach! Uslysz mój głos w niebie,
wolam, przeklinam i błagam z kolei,
do ciebie wrzeszczę z tej trumny gardzieli!
Boś był mnie cisnął w ciemności nawałę,
w twe morskie wiry rzucony zostałem,
z wszystkich stron wściekłe wody napierały,
mą głowę mokre trawy owijały,
twe wielkie fale biegły poprzeze mnie
i na dnie twego Uniwersum leglem,
zjechawszy w dolne części świata, którym
przebywał w jego koronie u góry!
Jonaszem byłem, kimże jestem teraz?
Cóż wiem, com niegdyś twe plany przezierał?
Jak zechcesz, fala nade mną się zżyma,
ryba mnie w śliskich zamkach mięsa trzyma".
Nabrał tchu Jonasz, bowiem się zadyszał,
ssąc gęsto skrzela, w których ciągle słyszał
trzepot, tętnienia, a powietrza mało
odcedzał z wody, wciąż mu brakowało,
zaś wielkie cielsko też cierpiąc bez miary,
dyszało dudniąc niezwykłym ciężarem,
a biedny Jonasz na czczo i w nudnościach
wył nieprzerwanie w cuchnących ciemnościach,
jak wilk wśród dołu strasznych ścian zamknięty;
skowyczał, jęczał: „Zamknąłeś mnie, święty,
w kąt, na dno samo, w mroku mnie złożyłeś,
sprzed swych błyszczących oczu przepędziłeś,
lecz ślepa dziupla moich oczu, Panie,
na twój przybytek patrzeć nie przestanie.
Spojrzeń spragnionych wypuściłem strzały,
one ciemności straszne rozerwały.
Uwaga czujna ma już silna w wierze:
gdzie się nie schowasz, widzę ciebie, wierzę!
I ja przed tobą kryłem się daremno!
Ty w burzę morską przybyłeś wraz ze mną.
Nieposłusznego sługę doświadczyłeś,
rogi mej pychy samotnej skruszyłeś.
Im w głębie sługa spadnie szkaradniejsze,
tym przed nim twoje oblicze piękniejsze.
Wiem już, nie można umknąć oczom twoim,
w dwójnasób cierpi, kto się cierpieć boi.
Lecz ty ode mnie też uciec nie możesz,
choć mnieś w tej rybie zapeklował, Boże".
Wieloryb wierzgnął i na dictum takie
odrzekł mu Jonasz obu nóg kopniakiem.
I znów ból nowy ogarnął ich ciała:
on rybę, ryba Jonasza bolała.
I spytał: „Któż mną miota i przewala?
Kto mi po cichu zginąć nie pozwala?
Swojego morza soląś mnie przyprawił,
podrzucasz, jakbyś ślimakiem się bawił,
bo duch mój osłabł, zabrakło mi woli.
Lecz Pan jest ze mną, żywego mnie woli.
Pasterz pragnący, bym psem jego stadu
był, mnie od gnicia zbawił, od rozkładu.
Idziesz już, Panie, zamki me rozwierasz,
biegnę warczeniem twoje stado zbierać.
Bo ma modlitwa już przez długość całą
do Wysokości twych dotarła cało.
Rzucaj mną, rzucaj, mądrze mnie biczując,
bym nie zapomniał, com mówił ślubując,
bo kto się w kłamstwie gubi, prawdę zdradza,
samego siebie od szczęścia odgradza."
Tak rzekł był Jonasz, a Pan dnia czwartego
rozkazał rybie i ta z wnętrza swego
na ląd Jonasza wyrzuciła plując,
krwią, żółcią, tłuszczem i nim wymiotując.


作者
蒙卡奇・巴比茨

译者
Bohdan Zadura

来源

https://www.babelmatrix.org/works/hu/Babits_Mih%C3%A1ly-1883/J%C3%B3n%C3%A1s_k%C3%B6nyve_2./pl/3461-Ksi%C4%99ga_Jonasza_2.


报错/编辑
  1. 初次上传:李大侠
添加诗作
其他版本
添加译本

PoemWiki 评分

暂无评分
轻点评分 ⇨
  1. 暂无评论    写评论