Niepewnym zamglonym okiem okna
gapisz się na zwiędłe drzewa sadu.
Nie ma litości - wypchany ptak w górze
zakrzyknął, lecz nie usłyszysz niczego,
jak gdybyś stąpał wśród chmur pierzastych,
tak bezdźwięczny jest tutaj każdy ruch,
tak przypadkowy, stłumiony jest dźwięk -
na kruchym stole chirurgicznym zimy
leży zgniecione śnieżne akwarium,
tam w witrynie ciętej kwieciem lodowym
żar ślepiów ryb wymarłych i szklanych,
którymi dziwisz się samemu sobie...
PoemWiki 评分
暂无评论 写评论