Już przeszedłem życie swoje.
Zawsze pieszo, z niepokojem,
Pieszo, kłusem…
Co najwyżej omnibusem.
Wiele ja widziałem karet,
Osi, kozłów pełnych zalet:
Na mą duszę!
Zazdrość mnie nie yjadła, tuszę.
Nie dbałem, jak wchodzą na nie
Lowelasi; strojne panie:
Jak wąchają
Tych, co idą drogi skrajem.
Jeśli jakiś stangret pana.
Błotem mnie ochlapał z rana:
Nie płakałem –
Wycierając się, czekałem.
Ba przy drodze kwitło przecie
Niepozorne jakies kwiecie:
Podchodziłem
I zrywając je woń piłem.
Już przeszedłem życie swoje;
Toczę z nim rozliczne boje:
Razy Parę
Nagrodziło mnie nad miarę.
Nie prosiłem, tytuł dało;
Sławę też, rzec mogę śmiało:
Gdybym pragnął,
Spełniłoby prośbę każdą.
Żem jest próżny, szepczą jedni,
Butny i szczęśliwy; biedni:
I któż widział
Szczęście, w które nie wszedł kindżał?
Choć choroba się tajemnie
Każąc wątpić wdarła we mnie;
I rzemiosło
Jest jak krew Nessosa gorzka.
Jaki prac mnie czekał ogrom!…
Nie spełniąjąc szedłem obok
Ledwie-ledwie
W tej nadziei, co zawiedzie!…
Już przeszedłem swoje życie:
Sercu memu tęsknie śni się
I uparcie
Na straconej stanie warcie.
Ciszy trochę i spokoju
Żeby nucić pieśń po znoju,
O tam błagał
A tu co rak prawda naga.
W drzew zieleni ciche gniazdo,
W nim bym gościł Muzę każdą
I rodzinę,
I szklaneczkę z dobrym winem.
O, starości pracowita,
Spraw, bym koniec dzieła witał,
A najlepiej
Spraw, bym sadził, żebym szczepił.
Teraz, choćbyś wrócić chciało:
Na sen wieczny czeka ciało:
Czy wzlatuje
Ptak z otwartej nagle klatki,
Gdy podcięte skrzydła czuje?
PoemWiki 评分
暂无评论 写评论