I.
Szaleństwo trzech kolejnych nocy:
Zaznaczony klucz nie pasował do zamka,
Obracali go tylko, jak później poduszkę,
kiedy wreszcie weszli do obcego
mieszkania, zsunęli dwa lóżka,
z zasłony zrobili przykrycie,
stali pod prysznicem – płynął zimny
strumień, popatrz, takiego koloru kafelki
widziałam w dzieciństwie, powiedziała, jeszcze pamiętam
wzory na linoleum i ich kształty,
czarno-białą mordę psa, która na rogu
powtarza się - wiesz, mówię o szczegółach,
zapachach, dźwigam ze sobą
(czy uciska me ramię? Jeśli tak, oto poduszka)
cały ten obraz, zaraz świta,
już jeździ trolejbus, pali się latarnia.
II.
Potem uciekli daleko na wieś,
na drodze nocą nie było nikogo,
dom był dość stary, nic specjalnego
ale wystarczy, aby w nim przenocować,
zdjęli łańcuch z bramy,
poczekaj, gdzieś tutaj musi być licznik,
kłódka była chińska, widać,
że nieużywana, krata pokryta rdzą
i koce pachnące chłodną trawą
niejednego lata, niebieska deska sedesowa,
buty ogrodowe, mydła jeszcze nie znalazłam,
za to jakiś dziwny krem ziołowy,
powoli zapłonęły wszystkie okna,
paliły się jakby dosięgnął ich piorun,
obiecaj mi coś teraz! (Ojej! Tam ktoś mieszka?)
-a potem wygasły: pewnie, pewnie, pewnie.
III.
Gdyby o świcie nie przyszedł kot,
spaliby nieświadomie nawet do południa:
a tak na przeciągły, niczym dziecięcy
lament zerwali się, zsunęła się kołdra,
w półmroku pomiędzy rozrzuconymi ubraniami
zaczęli od nowa, jak gdyby tylko drzemali,
kołysanie, za firanką wśród liści
mienił się księżyc o neonowym blasku
słońce także było już w górze, ciała niebieskie
spotkały się ma niebie w półśnie,
i widać było, że odkryte ciała
jeszcze młode, ale już nie całkiem,
że śmiertelne, ale już nie całkiem,
i z zamkniętymi oczyma jedno obiecało
drugiemu, że tam, w innym roku,
będzie i kot, bo bez niego cóż by to było warte…
PoemWiki 评分
暂无评论 写评论