Sądziłem, że to wszystko jest przygotowaniemŻeby nauczyć się wreszcie umierać.Ranki i zmierzchy, w trawach pod jaworemLaura śpiąca bez majtek na wezgłowiu z malin,Kiedy Filon, szczęśliwy, myje się w strumieniu,Ranki i lata. Każda szklanka wina,Laura i morze, ląd i archipelag,Zbliżają nas, wierzyłem, do jednego celu,Powinny być użyte z myślą o tym celu. Ale paralityk na mojej ulicy,Którego razem z krzesłem przesuwająZ cienia na słońce i ze słońca w cień,Patrzy na kota, liść i nikiel autaBełkocząc jedno: "Beau temps, beau temps". I niewątpliwie piękny mamy czas,jak długo jeszcze w ogole jest czasem.
PoemWiki 评分
暂无评论 写评论