Padał deszcz, trochę wcześniej zamknęli albo
wcześniej floret był niepotrzebny, za pierwszym razem
nie miałem floretu, nie kupiliśmy go, straszliwie lało,
i kiedyśmy z ojcem tam dotarli, sklep ze sprzętem był już zamknięty,
poszedłem na szermierkę bez floretu, wszyscy mieli,
a ja nie, możliwe, że inni też nie mieli, możliwe, że
ktoś, oprócz mnie, też nie miał, ja w każdym razie
pamiętam, że tylko ja nie miałem, mniejsza o to,
zresztą był niepotrzebny, trenowaliśmy bez floretów, przynajmniej
na początku, ale jeśli już miałeś, kupiłeś sobie floret,
mogłeś go trzymać, w końcu to żaden problem, trzeba ćwiczyć te
same ruchy, z floretem czy bez floretu, takie same
wygłupy, właściwie to żadne wygłupy, tak tylko mówię,
trzeba było wykonywać te same ruchy, ale jak to
wygląda, kiedy bez niczego, znaczy bez broni, robisz wypady,
wyuczysz się czegoś, a potem bez końca ćwiczysz,
ale za drugim razem już miałem floret, kupiłem go,
znów poszliśmy do sportowego na rogu Körut
i nie pamiętam już jakiej ulicy, chyba Királya, specjalnie
tak, żeby na pewno było otwarte, i wreszcie
kupiliśmy bardzo ładny ćwiczebny floret, pięknie się zginał,
trafiasz w coś, a on się zgina i zaraz prostuje,
i drży, wpada w drżenie jak szpada w serialu telewizyjnym Robin
Hood, tylko tam się nie zgina, ale wbija,
albo tylko udają, że się wbija, strasznie zręcznie,
w ogóle nie widzisz, gdzie się wbija, gdzie
nie, jakby naprawdę kogoś przebijała, a ona tylko
wsuwa się pod ramię, albo się ześlizguje, są też szpady, które
się wsuwają do takiej pochwy, i zaraz potem rozlega się
śmiertelny krzyk, koniec, aktor pada na ziemię
i umiera, ale tak na niby, bo na końcu ostrza
szpada ma gałkę, więc nie może się wbić, gdyby
nie ta gałka, szpada byłaby ostra, przebiłaby człowieka,
nie zgięłaby się, tylko wbiła naprawdę, przebiłaby, a tak
nie przebija, mają dobrą konstrukcję, jedne się zginają inne ześlizgują,
mój floret się zginał, był giętki, kupiliśmy go na Körút, na wysokości
ulicy Majakowskiego, kupiłem go, żeby trenować, chyba najlepsze
w tym wszystkim było noszenie floretu, idzie sobie człowiek
z bronią, po ulicy Izabelli jak Robin Hood, gdyby
pojawił się wróg, natychmiast zostałby przebity, mimo gałki,
mimo że na końcu ostrza jest gałka,
szkoda, że nie było dziewczyn, szedłem z bronią, według
mnie fajnie wyglądałem, na treningach nie było dziewczyn, i
nie było piłki, chodziliśmy na szermierkę, nie na piłkę nożną,
jeden chłopak przyniósł raz gumową piłkę, przed treningiem
zaczęliśmy kopać, tak naprawdę woleliśmy grać w nogę,
wszyscy chcieli, i już byliśmy nieźle napaleni, kiedy
wszedł trener i strasznie nas opierdolił, co to jest,
co się tutaj dzieje, a przecież nic się nie działo, my tylko graliśmy
w nogę, zabrał nam piłkę, to szermierka, wrzeszczał, to sala do szermierki,
jasne, wrzeszczał, nie wiem, czy ją potem oddał, znaczy
piłkę, temu chłopakowi, i przez cały trening
ćwiczyliśmy wypady, ledwie się później trzymałem na nogach,
a rano ledwie wstałem z łóżka, ja w ogóle nie mam na to ochoty,
na te wypady, powiedziałem ojcu, powiedziałem mu, jak
jest, że nie mam ochoty, a na co masz ochotę,
spytał, nie wiem, po co pyta, dobrze wie, na co
mam ochotę, szermierka to poważna sprawa, rzekł,
możliwe, że poważna, naprawdę fajnie było z bronią,
fajnie było, że miałem broń, szedłem sobie poważnie
ulicą Vörösmartyego albo Izabelli, a może jednak Vörösmartyego,
bo tam grasowała banda Simonyich, której wszyscy się bali, łącznie
ze mną, chłopaki z ulicy Vörösmartyego, i wtedy już się tak
nie bałem, niosłem pod pachą floret,
nie bałem się ani trochę, tylko punkt ósma
wieczorem, chyba, po treningu szedłem sobie do domu
ulicą Vörösmartyego, i myślałem, że teraz, kurna,
podejdź no Simonyi, teraz nie masz odwagi, bo prima,
tercja, atak i po tobie, ale oczywiście Simonyi
nie podszedł, żaden z chłopaków, a mój ojciec
powiedział, no dobrze, pójdziemy, już nie pamiętam,
jak się to oficjalnie nazywa, werbownik czy selekcjoner, pójdziemy
do selekcjonera drużyny Fradi, i poszliśmy, to także
trochę odmieniło moje życie. Przyszły inne zmiany. Tak
się zmienia – co, teraz nie wymienię, zresztą wszystkiego i tak
bym nie umiał. Właściwie to niczego do końca nie odkryłem, nic
nie odkryło mnie. Jeszcze długo trzymałem w domu floret,
w kącie za szafą, czasem brałem go stamtąd i fechtowałem,
a pewnego dnia zniosłem do piwnicy, nie wiem, dlaczego. Nie
wiedziałem, co z nim zrobić. I nagle przepadł,
wyrzucili go czy co, to jedna z możliwych wersji.
PoemWiki 评分
暂无评论 写评论