Żółw


Słońce zza mgieł wychodzi jak złotawe zwierzę,Rudowłose i z grzywą skłębionych promieni.Ale on go nie widzi. Nigdy nie patrzy w niebo.Jego oczy przykryte wypukłą powiekąPatrzą tylko ku ziemi albo ku taflom posadzkiJak tutaj, w domu Janka i Neli w Mentonie.My jesteśmy gatunek wysokiego piętra,Za spojrzeniem niebosiężnym i międzyobłocznym.Obserwujemy z politowaniemJego niezdarne marsze pod krzesłamiI jak spożywa zielony liść sałaty.Co za pomysł demiurga! Między dwie tarczeWtłoczyć kształt jaszczurczy, żeby chronić życiePrzed atakami większych dinozaurów!Ale przemówić do niego nie sposób.Kiedy nagle zaczyna biegać w żarliwym pośpiechuNa próżno mu tłumaczyć, że but JankaNie jest partnerką godną jego zapału.Jakby zażenowani, przyglądamy sięJego ruchom kopulacyjnym podobnym do ludzkichI strudze cieczy, która rozszerza się powoli,Podczas gdy on nieruchomieje.Wspólnota żywych ale niezupełna:Jak pogodzić się mogą świadomość i nieświadomość?Janek i Nela nie pojmowali żółwia.Poniżało ich jego pokrewieństwo z nimi.Chcieli być czystymi inteligencjami.Wkrótce potem umarli i na ich krzesłach nikogo.


作者
切斯瓦夫·米沃什

来源

https://literatura.wywrota.pl/wiersz-klasyka/40046-czeslaw-milosz-zolw.html


报错/编辑
  1. 初次上传:李大侠
添加诗作
其他版本
添加译本

PoemWiki 评分

暂无评分
轻点评分 ⇨
  1. 暂无评论    写评论